Strona główna

Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka – Cezary Łazarewicz

Czarne.com.pl
Na fali pierwszej nagrody Nike dla reportażu postanowiłam nadrobić zaległości czytelnicze i sięgnąć po książkę Cezarego Łazarewicza. Reportażysta opowiada historię zabójstwa Grzegorza Przemyka, warszawskiego maturzysty, syna działaczki opozycyjnej i poetki Barbary Sadowskiej, który stał się jednym z symboli przemocy peerelowskiej milicji. 12 maja 1983 roku został aresztowany na placu Zamkowym w Warszawie, gdzie wraz z kolegami świętował maturę, następnie zawieziony do pobliskiego komisariatu, a tam dotkliwie pobity, w wyniku czego dwa dni później zmarł. Zbrodnia ta prawdopodobnie nie byłaby tak głośna, gdyby milicjanci zostali osądzeni i ukarani. Jednak władza ‒ jak się okazuje, najwyższego szczebla, z Czesławem Kiszczakiem na czele ‒ postanowiła nakręcić spiralę matactw, mających na celu udowodnienie, że Przemyk był chorym psychicznie narkomanem, który został "unieszkodliwiony" przez sanitariuszy karetki pogotowia.

Sprawa Grzegorza Przemyka budziła i ‒ biorąc pod uwagę, iż niektórzy z uczestników wydarzeń sprzed 30 lat nawet dziś obawiają się o tym mówić ‒ budzi wiele emocji. Cezaremu Łazarewiczowi, który w czasie pisania książki musiał się emocjonalnie zaangażować, udało się własne emocje ukryć i podejść do sprawy bardzo profesjonalnie, co wcale nie znaczy, że reportaż napisany został suchym, dziennikarskim stylem. I chyba w tym wyważeniu stylu tkwi tajemnica reportażu ‒ warsztatowo to naprawdę bardzo dobra książka. Łazarewicz musiał niezwykle uważnie przeczytać tony archiwaliów, przede wszystkim akt milicyjnych i sądowych, dokumentów raczej nudnych, a i tak udało mu się wyłuskać to, co najistotniejsze, i odtworzyć kilka miesięcy lat 1983‒1984, nie serwując przy tym czytelnikowi dłużyzn. Narracja prowadzona jest w czasie teraźniejszym, dzięki czemu mamy wrażenie, jakbyśmy z bliska przyglądali się wydarzeniom.

Myślę, że autorowi udało się osiągnąć taki doskonały efekt, bo jego celem nie było wyłącznie napisanie relacji, ale i próba zrozumienia, co rzeczywiście wydarzyło się tamtego majowego dnia 1983 i w następnych miesiącach, jakie mechanizmy władzy zostały uruchomione, a przede wszystkim którzy ludzie stali za zaciemnianiem faktów. I tutaj padają konkretne nazwiska przedstawicieli władzy Polski Ludowej, konkretne działania mające na celu oczernienie Przemyka, jego przyjaciół i rodziny oraz wybielenie morderców, w gruncie rzeczy będących tępymi narzędziami systemu. Łazarewicz odtworzył cały ten proces szkalowania, osaczania i zastraszania świadczący o ogromnej głupocie władzy, tępym uporze i zupełnym braku przewidywalności architektów władzy PRL. Gdyby Kiszczak i jego podwładni pozwolili prokuraturze osądzić i ukarać prawdziwych sprawców zbrodni, ludzie pewnie żyliby tą sprawą przez jakiś czas, jednak Przemyk byłby tylko kolejną ofiarą systemu. Tymczasem spirala kłamstw, którą nakręciły władze, paradoksalnie niemal wyniosła warszawskiego maturzystę na ołtarze, a z Barbary Sadowskiej uczyniła symbol cierpiącej matki Polki.

Słowem podsumowania: sama w sobie sprawa tragicznej śmierci Grzegorza Przemyka przedstawiona została przez Łazarewicza naprawdę interesująco, ale możliwe to było dzięki świetnemu warsztatowi reportażysty. Moim zdaniem "Żeby nie było śladów" powinna być rozkładana na części podczas warsztatów reportażu i analizowana jako wzór, szczególnie w przypadku tematów, które wymagają sporo empatii i jednocześnie znalezienia złotego środka pomiędzy emocjonalnym podejściem a czysto dziennikarskim śledztwem.

Cezary Łazarewicz, "Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka", Wołowiec 2016, ss. 320

Wróżba. Wspomnienia dziewczynki ‒ Agneta Pleijel


Matras.pl
Są takie książki, które na długo zostają w pamięci, które chce się mieć na półce, by co jakiś czas do nich wracać. Te lektury – pomimo osadzenia w konkretnych realiach czasowo-przestrzennych – mają warstwę, która nie dezaktualizuje się. Muszę przyznać, że literatura współczesna, szczególnie polska, nie dostarcza mi zbyt wielu takich pozycji. Tym cenniejszą perełką jawi się "Wróżba" Agnety Pleijel ‒ powieść autobiograficzna, której autorka – dojrzała kobieta – wraca do trudnych czasów dorastania, a tym samym uzmysławia czytelnikowi swojej książki, jak bardzo zbieżne mogą być doświadczenia trudów dojrzewania, niezależnie od szerokości geograficznej czy czasów, w jakich żyjemy.

Pleijel podejmuje próbę zrozumienia siebie z przeszłości, nastoletniej Netty dorastającej w trudnej atmosferze rodziny, w której ojciec i matka nie potrafią się rozstać, mimo że się nie kochają. Pisarka w doskonały sposób opisuje uniwersalne doświadczenie samotności nastolatka w zderzeniu ze światem dorosłych, którzy nie zawsze potrafią go zrozumieć. Pisze o osamotnieniu w nowym środowisku, problemach z nawiązaniem przyjacielskich relacji, o pierwszych miłościach, doświadczeniach seksualnych, które odgrywają szczególnie istotną rolę w życiu bohaterki i kształtują ją na całe życie, o poszukiwaniu Boga i przemożnej potrzebie sacrum, pragnieniu nadania życiu sensu. 

Postacią centralną na mapie relacji nastoletniej Netty jest ciotka Ricka. Netta czuje, że Ricka jest inna niż pozostali dorośli, niezapętlona w trudne relacje, wolna i niezależna, a ponadto o jej życiu ma decydować tajemnicza wróżba. Kontakt z Ricką pozwala uciec od domu, w którym się nie rozmawia, gdzie pozornie bliscy sobie ludzie nie starają się nawzajem zrozumieć, a dziecko staje w obliczu wyboru pomiędzy lojalnością wobec matki a miłością do ojca.
 
Pamięć dojrzałej pisarki bywa jednak zawodna, dlatego narracja „Wróżby” jest fragmentaryczna, pourywana, poszczególne wydarzenia z przeszłości walczą w pamięci autorki o miejsce z innymi. Powrót do bolesnych niekiedy wydarzeń i emocji musiał być trudny dla pisarki, co odbija się także w sposobie prowadzenia narracji, widzenia dawnej siebie – narracja pierwszoosobowa swobodnie miesza się z bardziej zdystansowaną, trzecioosobową. Typ narracji nie ułatwia odbioru książki, ale z pewnością koresponduje z jej treścią.

"Wróżba" to książka bardzo osobista, powiedziałabym nawet ‒ intymna, a mimo wszystko naprawdę uniwersalna. I myślę, że wbrew pozorom nie tylko czytelniczki, ale także czytelnicy płci męskiej będą w stanie identyfikować się z emocjami, doświadczeniami, motywacjami i  sposobem postępowania bohaterki. "Wróżbie" nie da się przypiąć łatki "literatury kobiecej", niezależnie od tego, jak tę kategorię pojmujemy. 

Obiecałam sobie czytać książki z większym krytycyzmem, jednak w obliczu „Wróżby” moja krytyczna postawa musiała rozbić się na kawałki, bo to naprawdę doskonała, choć niełatwa książka. Może przy następnej się uda...

Agneta Pleijel, „Wróżba. Wspomnienia dziewczynki”, tłum. Justyna Czechowska, wydawnictwo Karakter, Kraków 2016

Akuszerka ‒ Katja Kettu

SwiatKsiazki.pl
Powieść Kettu opowiada historię fińskiej akuszerki, która w czasie wojny zakochuje się w młodym esesmanie i postanawia pójść za nim do obozu koncentracyjnego. Rzecz dzieje się w roku 1944 w Laponii, niedaleko granicy Finlandii i ZSRR. Jedni piszą o tej książce, że jest genialna, inni uważają, iż autorka nie ma krzty empatii i chce się jedynie wypromować, w bezwzględny sposób opowiadając wojenną historię swojej babki. Myślę, że jedni i drudzy mają po trosze rację.

Główna bohaterka, nazywana Dzikim Okiem, wychowująca się bez rodziców, trochę pogardzana w lapońskiej społeczności ze względu na powiązania jej ojca z komunistami, to taka współczesna wiedźma. Z jednej strony odrzucana na margines, uważana za starą pannę, którą nikt się nie zainteresuje, z drugiej obdarzona niezwykłym darem leczenia. Autorka wykreowała silną kobietę, nieco prymitywną, która żyje w zgodzie z naturą, rozumie ją i czerpie z niej niezwykłą siłę. Dzięki swojej wiedzy Dzikie Oko jest niezależna, nie musi zabiegać o zainteresowanie mężczyzn, by przeżyć w tych trudnych czasach. Przynajmniej do czasu aż poznaje Johannesa.

Johannes Angelhurst to młody nazistowski fotograf, który w 1941 roku przebywał w niemieckim obozie w Babim Jarze na Ukrainie, miejscu kaźni ukraińskich Żydów. Johannes regularnie narkotyzuje się, by nie pamiętać o tamtej traumie i o swojej roli w mordzie, jednak makabryczne zadanie, jakie ma do wykonania w obozie w Titowce, skutecznie nie pozwala mu zapomnieć o tym, kim jest i gdzie się znajduje. Narrator nie mówi wprost, jaką dokładnie rolę Johannes odgrywał w Babim Jarze, jednak bez wątpienia brał udział w ludobójstwie.

Kettu stara się pisać w sposób bardzo sensualny, opisuje twardą rzeczywistość wojny, kiedy każda chwila może być ostatnią, a jako że opowiada o wielkiej miłości fińskiej akuszerki i esesmana, sporo tu gwałtownych emocji, trudnych decyzji, przemocy i prymitywnych zachowań. Z tego, co czytałam w innych recenzjach, szczególnie krytykowane są mocne, wręcz zezwierzęcone sceny erotyczne, zwykle opisywane bardzo prymitywnym, wulgarnym językiem. Przyznam, że sama trochę się irytowałam, czytając te fragmenty, ale z drugiej strony czego oczekuje czytelnik, który sięga po powieść o życiu w obozie koncentracyjnym?

Na pewnym poziomie odbioru "Akuszerka" jest uniwersalną opowieścią o tragicznym losie kobiet w czasie wojny, o tym, jak potrafią być silne i do czego są w stanie się posunąć, by chronić swoich bliskich, szczególnie dzieci. Kettu kreuje silne postaci kobiet, które potrafią wiele zrobić, by osiągnąć to, czego pragną, a z drugiej strony ich los w przerażający sposób jest zależny od mężczyzn. Nawet Dzikie Oko, początkowo niezależna akuszerka i uzdrowicielka, poznawszy Johannesa, zachowuje się, jakby straciła rozumu, jest przekonana, że doskonale go zna, nie bardzo przejmuje się tym, że być może ma do czynienia ze zbrodniarzem z Babiego Jaru.

Mimo wszystko o ile postaci kobiet w "Akuszerce" zbudowane zostały bardzo zgrabnie i ze sporym wyczuciem ich sytuacji (oprócz Dzikiego Oka szczególnie interesująco jawi się Lispet Näkkäla), to kreacje mężczyzn załamują, włącznie z wiecznie odurzonym głównym bohaterem, który ma słaby kontakt z rzeczywistością, a i w tych rzadkich chwilach przytomności nie potrafi się na nic zdecydować.

O książce przeczytałam na blogu Pauliny Małochleb Książki na ostro i choć sama nie nazwałabym "Akuszerki" powieścią "genialną", muszę przyznać, że mimo dramatycznej fabuły i miejscami przesadnie wykreowanych scen powieść Kettu przeczytałam z zainteresowaniem.