Strona główna

Banita – Jacek Komuda

Jacek Dydyński, stolnikowic sanocki, któremu mało kto może się równać w walce szablą, zajmuje się likwidowaniem ludzi na zlecenie bogatych szlachciców. Tyle że wszystko przebiega zgodnie z prawem – Dydyński po prostu wyzywa tych ludzi na pojedynek, a że nie mają z nim najmniejszych szans, z łatwością kasuje złoto za zrealizowane zlecenie. Tymczasem na ladacznice przemyskie pada blady strach – Mikołaj Potocki morduje kobiety lekkich obyczajów i jest zupełnie bezkarny, bo nikt nie schwytał go w ciągu 48 godzin po zabójstwie. Przerażone kobiety szukają obrońcy. Najpiękniejsza i najbogatsza z nich, Bieta, postanawia zapłacić za zabicie Potockiego Jackowi Dydyńskiemu. Stolnikowic musi to jednak zrobić w ciągu rzeczonych 48 godzin od ostatniego mordu Pana Mikołaja, inaczej sam zostanie skazany na banicję za zabicie przedstawiciela szlachty.

Świetna, skrząca się humorem, szczególnie w warstwie językowej, powieść o miłości i honorze, dla których bohaterowie są w stanie poświęcić życie. Bardzo wyraziste, ciekawe postaci i interesujący pomysł (z niespodzianką), wokół którego skonstruowana została fabuła książki są chyba jej największymi zaletami. Szkoda tylko, że powieść jest tak krótka i opiera się właściwie na jednym wątku. Ciekawie by było też poznać inne przygody stolnikowica Dydyńskiego.

Poza tym Jacek Komuda musi być wielkim miłośnikiem sarmatyzmu i czasów szlacheckiej Rzeczypospolitej. Widać to niemal na każdej stronie powieści o losach Dydyńskiego – autor lubuje się w języku tamtych czasów. Pisze piękną prozą stylizowaną na język szlachty, doskonale orientuje się nie tylko w słownictwie określającym stroje szlachty, broń i sposoby walki, ale także w zwyczajach szlacheckich. Ciekawym pomysłem było umieszczenie na końcu powieści krótkiego słowniczka objaśniającego miejsca w tekście, które mogą być niezrozumiałe dla mniej obeznanego z sarmatyzmem czytelnika. W słowniczku trochę historii, trochę zwyczajów i przykładów językowych – napisane równie wciągająco jak sama powieść.

No i oczywiście nie mogę nie skomentować formy książki, a tu przede wszystkim zachwyty nad ilustracjami Huberta Czajkowskiego.

4 komentarze:

  1. Ciekawa książka jak wynika z Twojej recenzji :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze tydzień temu powiedziałabym tej książce "nie", ale teraz jestem świeżo po lekturze powieści, której akcja toczy się w średniowieczu (a historię omijam szerokim łukiem :)), myślę więc że i ta mogłaby przypaść mi do gustu... Jestem ciekawa przede wszystkim wspomnianego przez Ciebie humoru ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie nie jestem przekonana co do tego sarmatyzmu, nie jest to moja ulubiona epoka w dziejach Polski i raczej mnie odstręcza, niż zachęca. Mimo to fajnie, że ktoś potrafił to przekuć na powieść awanturniczą:)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja za to książkom, których akcja toczy się w średniowieczu mówię tak! Szczególnie, że całość zapowiada się na prawdę interesująco.

    OdpowiedzUsuń