Strona główna

Zimowy monarcha – Bernard Cornwell


VI wiek n.e. Brytania powoli otrząsa się z szoku po odejściu Rzymian, ale na jej tereny coraz częściej napadają wrogie oddziały Saksonów, którzy chcą wykorzystać chwiejną sytuację polityczną państwa i opanować jego ziemie. W dodatku kontakty pomiędzy monarchiami wchodzącymi w skład samej Brytanii też nie są idealne. Dumnonia, najważniejsze królestwo brytyjskie, stara się utrzymać pokój pomiędzy sprzymierzeńcami, jednak jej władca, stary król Uther jest schorowany i właściwie stoi w obliczu śmierci. Jego syn Mordred zginął w potyczce z Saksonami, zatem cała nadzieja na opanowanie sytuacji w jeszcze nienarodzonym wnuku władcy. Pewnej mroźnej, zimowej nocy rodzi się mały Mordred i, mimo poważnej wady w budowie stopy, zostaje mianowany następcą tronu Dumnonii. Jednak do czasu osiągnięcia przez chłopca dorosłości ktoś inny musi sprawować władzę w jego imieniu. Spory i dyskusje dotyczące tego, kto zostanie opiekunem Mordreda, kończą się wyborem Artura – dzielnego wojownika, obrońcy Dumnonii i nieślubnego syna króla Uthera.


 Zimowy monarcha to pierwszy tom trylogii, która stanowi Cornwellowską wersję legendy o królu Arturze. Historia o tym mitycznym władcy i Rycerzach Okrągłego Stołu stała się inspiracją dla wielu, bardziej lub mniej odległych źródłom, dzieł literackich i filmowych. Wydawać by się mogło, że jest to temat do tego stopnia wyeksploatowany, że opierając się na historii o tym słynnym wojowniku brytyjskim, nie można już stworzyć nic nowego. Tymczasem Bernard Cornwell pokazał, że to nieprawda i legenda o królu Arturze nie stała się martwym motywem. Autorowi, jak sam stwierdził w posłowiu do powieści, zależało na uwiarygodnieniu mitu, dlatego sięgnął do źródeł historycznych, w których pojawiają się wzmianki o bohaterskim wodzu brytyjskim z przełomu V i VI wieku. Okazuje się, że wiele elementów legendy zostało dodanych w XII wieku i później, dlatego pisarz, chcąc stworzyć prawdopodobną wersję zdarzeń z VI wieku, musiał wyeliminować takie elementy jak metalowa zbroja Artura, późnośredniowieczna broń i kamienne fortece, a rycerzy przemianować na wojowników. Natomiast tym, co przywodzi na myśl atmosferę początków średniowiecza są głównie konflikty chrześcijańsko-pogańskie, magia, czarnoksięstwo, druidzi i czarownicy, a także wielkie okrucieństwo.
 
Właściwie każda nowa wersja legendy skupia się przede wszystkim na głównej postaci i właśnie tutaj kryje się nowatorstwo Cornwella – autor nie skoncentrował się na przestawieniu życia i działań samego Artura, ale na historii Brytanii i jej konfliktu z Saksonią. Wojownik jest tylko jednym z wielu ważnych bohaterów powieści. Zabieg ten świetnie obrazuje również tytuł książki – zapewne większość czytelników, biorąc ją do rąk, pomyśli, że rzeczonym „zimowym monarchą” jest Artur, tymczasem chodzi o małego Mordreda, dziedzica tronu Dumnonii. Fabuła została ukazana z perspektywy starego mnicha Derfla, który na prośbę królowej Igraine spisuje historię sprzed lat. Narracja, prowadzona w pierwszej osobie liczby pojedynczej, sprawia, że właściwie to ów zakonnik staje się głównym bohaterem powieści. Derfel, Sakson przygarnięty przez Merlina i wychowany na górze Tor wśród innych sierot, które były podopiecznymi druida, został wojownikiem i dowódcą jednego z oddziałów włóczników Dumnonii, walczących u boku Artura w obronie Brytanii. Narrator opowiada historię swego fascynującego życia, począwszy od przygarnięcia go przez Merlina. Akcja powieści toczy się dość szybko, mimo iż wydarzenia przedstawione w książce obejmują wiele lat. Dzieje się tak zapewne dzięki dynamicznemu charakterowi zdarzeń – są to głównie potyczki wojenne. Tempo prezentowanych zajść nieco zwalnia we fragmentach obrazujących narady pomiędzy władcami sprzymierzonych królestw.
Bohaterowie powieści zostali ukazani w sposób nieszablonowy. Jako że narratorem jest Derfel, poznajemy ich z jego perspektywy, a w czasie teraźniejszym, w trakcie rozmów z królową Igraine mnich pozwala sobie na wtrącanie własnych opinii o ludziach, których wspomina. Właśnie dlatego w powieści nie ma czarno-białego podziału na postaci dobre i złe. Derfel pamięta zarówno o wadach, jak i zaletach bohaterów. I tak Artur jest dzielnym wojownikiem, pragnącym pokoju dla Brytanii, wspaniałym wodzem, który ma pełne zaufanie swoich towarzyszy broni, człowiekiem szlachetnym i sprawiedliwym, jednak mimo to swoim nieprzemyślanym małżeństwem z Ginewrą doprowadza do wojny. Poza tym został przedstawiony jako postać pełna wątpliwości i momentami niezdecydowana. Podobnie Merlin, z jednej strony jest druidem, który stworzył na górze Tor przytułek dla sierot i walczy o zjednoczenie królestw, z drugiej jednak dla przetrwania starej, pogańskiej Brytanii, jest w stanie poświęcić wszystko i wszystkich. Cornwell skonstruował swoje postaci na wzór bardzo ludzki, niektórych czytelników z pewnością oburzy deheroizacja Artura, ale przypuszczam, że większość z nich doceni pomysł autora i tę bliższą nam kreację bohatera. 
Jednym z ważnych wątków, jakie występują w Zimowym monarsze jest zderzenie chrześcijaństwa i pogaństwa. Motyw ten został wyraźnie zaznaczony i dość ciekawie przedstawiony w powieści Cornwella. VI wiek na dzisiejszych wyspach brytyjskich to czas, kiedy rosną wpływy chrześcijaństwa, coraz więcej ludzi skłania się ku tej wierze, po terenach całej Brytanii, nawet w Awalonii, która należy do czarnoksiężnika Merlina, wędrują misjonarze mający za zadanie głosić naukę Chrystusa, powstaje coraz więcej kościołów i miejsc modlitwy. Jednak kult pogańskich bogów nadal jest silny. Właściwie jest to okres, kiedy koegzystują obok siebie obie religie – ludzie modlą się i czynią znak krzyża, ale w sytuacji zagrożenia nie zaszkodzi złożyć krwawej ofiary czy splunąć, aby odczynić zły urok. W dalszym ciągu istnieją druidzi oraz wieszczki, które mają moc od bogów, dlatego należy się ich wystrzegać, przykładem są Nimue i Morgana. Zanim wojownicy rozpoczną walkę, druidzi obu wrogich stron odprawiają swoje obrzędy, rzucają klątwy i złorzeczą przeciwnikowi. Władcy mają na swoich dworach dwóch doradców: biskupa i druida. Religia chrześcijańska powoli się przyjmuje, mimo iż nie jest łatwe szerzenie tej wiary w państwie wojowników, oddających cześć swoim silnym i okrutnym bogom w obawie przed ich gniewem, a wyśmiewają słabego Boga-człowieka, który pozwolił się ukrzyżować. Poza tym ówczesna Brytania stanowi swoisty tygiel kulturowy, w którym mieszają się elementy kultury rzymskiej i brytyjskiej. Świetnym przykładem jest obrona Ynys Trebes, pięknego miasta w królestwie Benoic, przed Frankami – król Ban zgromadził tam ogromne zbiory pism starożytnych humanistów. Przedstawienie tak zwanego kolorytu lokalnego Brytanii: kultury, zwyczajów oraz religii, w dużym stopniu wzbogaca powieść Cornwella i sprawia, że czyta się ją z wielką przyjemnością.
Język tego ponad pięćsetstronicowego utworu jest bardzo przystępny, dzięki czemu można przeczytać go bardzo szybko. Myślę, że Zimowy monarcha to po prostu powieść dobrze napisana, a jej autor wie, jak tworzyć prozę, która wciągnie czytelnika do wykreowanego świata. Styl pisarza jest dość surowy – mianowicie nie ma tu zbędnych ozdobników, ale moim zdaniem tak właśnie powinny wyglądać książki o wojownikach i ich przygodach. Natomiast jeśli chodzi o szatę graficzną i edytorską, to muszę pochwalić przyjemną dla oka i przede wszystkim spójną oprawę wszystkich trzech tomów serii. Poza tym wartościowymi dodatkami są mapka Królestwa Brytanii, spis osób i miejsc, jakie przewijają się w powieści oraz quasi-historycznoliterackie posłowie autora. 
Zimowy monarcha to książka bardzo interesująca i myślę, że spodoba się wielu fanom legend arturiańskich, a także czytelnikom zafascynowanym mroczną atmosferą wczesnych wieków średnich, którą Cornwellowi udało się świetnie nakreślić.

7 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa i wnikliwa recezja. Oby więcej takich :)!

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka już za mną i bardzo mi się podobała:))
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie lubię się powtarzać, ale muszę to napisać: CHCĘ PRZECZYTAĆ TĘ KSIĄŻKĘ!!! ( a nawet całą trylogię)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Również uwielbiam książki z tego cyklu - dzięki nim zaczęłam rozglądać się za kolejną serią Cornwella, tym razem o ludach norweskich :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Koniecznie muszę poznać tę trylogię, zwłaszcza po takiej recenzji:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń