Strona główna

Słońce Słońc. Pierwsza księga Virgi – Karl Schroeder


Hayden Griffin pochodzi z państwa Aerie, które znajduje się pod okupacją Slipstreamu. Rodzice chłopca, członkowie Ruchu Oporu, zginęli, gdy próbowali skonstruować słońce dla swojego kraju, co pozwoliłoby mu wyzwolić się spod władzy wroga. Kilka lat później Hayden zatrudnia się jako kierowca aerocykla należącego do Venery Fanning – żony admirała Slipsteamu. Bohater zamierza wprowadzić w życie swój plan zemsty na Chaisonie Fanningu, którego obarcza winą za śmierć matki. Uważa, że to właśnie ten wojskowy  dowodził okrętem wysłanym, by zniszczyć nowe słońce Aerie. W obliczu ataku matka Haydena, wraz z innymi członkami ekipy konstruującej, musiała przedwcześnie odpalić słońce, w wyniku czego zginęli wszyscy, którzy na nim przebywali.

Po latach bohater nieoczekiwanie wplątuje się w problemy znienawidzonego państwa i zostaje członkiem załogi jednego z okrętów, które pod wodzą Fanninga wyruszają w niebezpieczną podróż do Candesce – Słońca Słońc. Załoga ma za cel zdobycie skarbu, który uratuje Slipstream przed atakiem wrogiej Formacji Sokoła. Jak się okaże, wyprawa ta zmieni życie głównego bohatera i wszystkich jej uczestników.

Świat, w którym żyje Hayden nazywa się Virga i jest okrągłym balonem wypełnionym powietrzem, w centrum którego znajduje się tytułowe Słońce Słońc. W poszczególnych częściach tego uniwersum mieszczą się, zbudowane przez ludzi, okrągłe miasta, których skupiska tworzą państwa. Aby jakakolwiek niepodległa nacja mogła istnieć, musi mieć swoje słońce, źródło wszelkiego życia, ciepła i światła. Słońca Virgi są  konstruowane przez ludzi, jedno z nich pragnie stworzyć matka Haydena, by zapewnić Aerie niepodległość – dopóki państwo nie otrzyma własnej energii słonecznej, będzie zależne od Slipstreamu. Do zbudowania słońca konieczne jest zdobycie fragmentu pierwotnego Candesce. Te miejsca w świecie, do których nie mają dostępu promienie żadnego ze słońc, nazywane są zimą – ciemne, zimne i niebezpieczne roją się od piratów zimowych. W Virdze nie działa naturalna grawitacja, dlatego zbudowane na kształt koła miasta i państwa, słońca, sargassa (puste przestrzenie), mniejsze i większe kule wody, mgły, ziemi, czyli wszystkie elementy tego uniwersum są w ciągłym ruchu. Istnieje możliwość stworzenia sztucznego przyciągania ziemskiego, ale działa ono tylko miejscami i zwykle jest zarezerwowane dla najbogatszych mieszkańców Virgi. Ludzie poruszają się po świecie na przypominających nasze motocykle aerocyklach oraz w wielkich okrętach powietrznych.

Byłam bardzo ciekawa tej książki, szczególnie po tym, jak z tyłu okładki przeczytałam fragment opinii Petera Wattsa: „[...] od czasu Śródziemia nie natrafiłem na tak plastyczną wizję obcego uniwersum”. No cóż, trzeba to przyznać – Karl Schroeder stworzył Virgę w sposób tak szczegółowy, iż pod koniec książki czytelnik nie może uwierzyć, że ten świat nie istnieje w rzeczywistości. Jest to bardzo spójna, zasługująca na wielkie uznanie, wizja uniwersum, które powstało w głowie autora niemal od początku do końca. Nagromadzenie elementów, które składają się na świat przedstawiony jest tak duże, że w pewnym momencie, podczas czytania, zaczęłam robić notatki. Autor wykorzystał znane powszechnie i często występujące w literaturze motywy, takie jak podróż, piraci i skarb, zemsta, ale w niezwykle oryginalny sposób połączył je z elementami fantastyki naukowej. Efektem tego połączenia jest wspaniała powieść przygodowa ze szczyptą steampunka. Fabuła utworu zasadniczo opiera się na motywie podróży – jest to wyprawa do centrum świata, mająca na celu zdobycie skarbu oraz czegoś znacznie cenniejszego, co uchroni Slipstream przed okupacją Formacji Sokoła. Formacja to ponure, biurokratyczne państwo, które zbudowało olbrzymi pancernik, jakiego nie widziała Virga, i zamierza podbijać inne nacje. Bohaterowie wyruszają w nieznane siedmioma statkami powietrznymi, stanowiącymi część floty wojennej Slipstreamu. Po drodze będą musieli pokonać wielu przeciwników i stoczyć liczne bitwy. I tutaj czytelnik dostaje kolejną porcję zachwycających opisów – widowiskowe potyczki w ciemności zimy zostały przedstawione w sposób niezwykle efektowny. Podobny zachwyt wywołują kolejne miejsca, na które napotykają podróżnicy. Szczególnie fascynujący jest Chór Liści – perła architektury, legendarne państwo, misternie zbudowane z żyjącej zieleni, w którym schronił się pirat Emil Anetene wraz ze skradzionym skarbem. Gdy dowiedziały się o tym głowy virgańskich państw, postanowiły spalić Chór Liści razem ze wszystkimi jego mieszkańcami.

Takich tajemniczych miejsc jest w utworze Schroedera więcej – każde z nich zostało zaprojektowane w sposób oryginalny i z wielką dbałością o szczegół. Jednak „Słońce Słońc” zasługuje na uwagę również ze względu na kreację postaci. Główny bohater to mściciel, który podstępem chce zrealizować swój plan odwetu za śmierć matki, jednak wraz z rozwojem wydarzeń wyraźnie zmieniają się priorytety życiowe Haydena, który w czasie podróży do Candesce odkrywa swoje przeznaczenie. Szczególne znaczenie w czasie tej podróży ma dla chłopaka spotkanie Aubri Mahallan (zbrojmistrzyni na pokładzie Gawrona – jednego ze statków Slipstreamu) i związek, jaki ich połączy. Z resztą nic w tym dziwnego, w końcu postacie te dzielą wspólny los – oboje są wygnańcami ze swoich krajów. Bardzo cenię w literaturze ciekawe portrety kobiece i w tej kwestii powieść także mnie nie zawiodła. Najbardziej wyrazistą postacią utworu jest bez wątpienia Venera Fanning – żona admirała Slipstreamu i szefowa siatki szpiegowskiej, której pracownicy przechwycili informację o planowanym ataku Formacji Sokoła. To właśnie ona namówiła swego męża na ryzykowną podróż do wnętrza Candesce. Venera to typ kobiety, o której mówi się niebezpieczna – jest wyrachowana, zupełnie nie dba o innych, dąży do zrealizowania obranego celu, nie zważając na zagrożenie.

Bez wahania stwierdzam, że „Słońce Słońc” to jedna z najlepszych książek jakie ostatnio czytałam, a na pewno najlepsza z gatunku SF. Jako że nie jestem zagorzałą fanką fantastyki naukowej, byłam pozytywnie zaskoczona tym, jak bardzo powieść mnie wciągnęła i zachwyciła. Z pewnością sięgnę po kolejne części cyklu virgańskiego.

9 komentarzy:

  1. Kompletnie nie moja bajka, więc raczej spasuję:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś chciałam zmierzyć się z tą książką, ale ogromnie obawiam się naukowych sformułowań, dlatego raczej nie zaryzykuje chęcią poznania tej pozycji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj zdecydowanie nie dla mnie ta książka, ale recenzja ciekawa:)

    OdpowiedzUsuń
  4. cyrysia: zapewniam cię, że "science" jest w niej tyle co kot napłakał. W zasadzie to jest książka przygodowa w świecie fantastycznym, gdzie nie ma magii, więc niejako z wyjścia klasyfikuje się ją jako SF.

    Ja tam zawsze wychodzę z założenia, że lepiej zdobyć się na odwagę i przeczytać, niż żałować, że świetna przygoda przemknęła mi koło nosa. A tutaj ryzyko jest naprawdę znikome. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba jednak ta moja recenzja była do niczego, skoro czytam takie komentarze, ale rzeczywiście, jak pisze AJ, to niej jest klasyczne SF.

    Cyrysiu, próbowałam zarysować świat przedstawiony, ale to nie znaczy, że powieść naszpikowana jest terminami naukowymi.

    A tak w ogóle to napisałam, że sama nie jestem fanką SF, ale "Słońce Słońc" to po
    prostu kawał świetnej prozy i naprawdę wciągająca przygoda.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie słyszałam o tej książce, a widzę, że zapowiada się bardzo interesująco. Muszę jej poszukać!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapowiada się na prawdę interesująco. Chętnie poszukam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzięki Twojej recenzji przypomniałam sobie o tej książce. Słyszałam o niej już jakiś czas temu, a potem wypadło mi z pamięci. Na pewno przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  9. @Cyrysia, tu nie ma naukowego słownictwa - próbuj śmiało! :)

    OdpowiedzUsuń