Strona główna

Sezon maczet ‒ Jean Hatzfeld

Sezon maczet to druga z trzech książek Hatzfelda o ludobójstwie w Rwandzie. Francuski reporter napisał jeszcze Nagość życia oraz Strategię antylop. Tym razem reportaż stanowi relację z rozmów z dziesięcioma mordercami z roku 1994. Są to ludzie, którzy zamieszkiwali rwandyjskie wzgórza: Kibungo, N'tarama i Kanzenze w powiecie Nyamata, doskonale znali się przed rzeziami i stanowili paczkę jednych z najgorliwszych morderców. Hatzfeld, szukając odpowiedzi na pytanie, dlaczego doszło do ludobójstwa na Tutsi, najpierw rozmawiał z ocalonymi (relacje trzynastu z nich przedstawia Nagość życia), tym razem postanowił wysłuchać katów.


Hutu codziennie rano wstawali, brali maczetę i szli na bagna rąbać swoich sąsiadów, którzy przerażeni ukrywali się przed mordercami. Szli "do pracy", jak sami mówią. Podkreślają, że była to ciężka praca fizyczna, ale z drugiej strony nie trzeba było się przejmować suszą czy nieurodzajem, wystarczyło zabijać. Zamiast iść plewić i uprawiać parcelę, przez tych kilka tygodni używali meczety do innych celów. Dla nich to był czas dorabiania się: najgorliwsi dostawali żyzne parcele, które kiedyś należały do ofiar, jedli mięso zabitych krów, które hodowali Tutsi. Wieczorem można się było świetnie obłowić na grabieży. W dzień robiły to za nich kobiety. Mówią, że na początku zachłysnęli się dobrobytem, który ich czekał, potem się przyzwyczaili. Przyzwyczaili się do zabijania swoich sąsiadów i ich dzieci.

W więzieniu trzymają się w grupie, tak jest łatwiej i bezpieczniej. Przed każdą rozmową naradzają się, boją się powiedzieć zbyt wiele. Pozwalają sobie mówić o przebaczeniu, choć żaden z nich nie ma pojęcia, co znaczy to słowo. Zachowują się, jakby to przebaczenie im się należało, bo taka jest wola dzisiejszych władz Rwandy. Jednak jak można prosić o wybaczenie, jeśli cały czas podkreśla się, że mordowało się na rozkaz? Doskonale potrafią sobie wyobrazić swój powrót na wzgórza i normalne życie w sąsiedztwie ocalałych. Niektórzy mówią nawet, że dla dobra państwa i przyszłych kontaktów sąsiedzkich należy zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Najbardziej wstrząsające jest to, że mordercy nie zdają sobie sprawy, że nie ma już powrotu do dawnego życia, wydaje im się, że można wymazać te kilka tygodni roku 1994 i wrócić do normalności. 

Szczególnie zaskakujące jest, że zabójcy zupełnie bez emocji opowiadają o wydarzeniach z 1994 roku. Więcej, potrafią zmanipulować rozmowę, pilnują się, używają słów, które najbardziej im odpowiadają (np. nie używają wyrazu "ludobójstwo", bardziej odpowiada im słowo "wojna"). Niesłychanym jest, że nie śnią im się masakry, nie mają koszmarów, myślą głównie o swoim życiu sprzed rzezi ‒ to chyba najdobitniej dowodzi zupełnego braku wyrzutów sumienia. Można się tylko zastanawiać nas źródłami tego zła, bo nie ulega wątpliwości, że jest to zło w najczystszej postaci. Odważni mogą sobie zadać pytanie, czy każdy człowiek poddany takiej propagandzie, nauczony nienawiści, w obliczu dużych korzyści pójdzie zabijać swojego sąsiada.

Hatzfeld dostrzega analogie między ludobójstwem popełnionym na Tutsi i Holocaustem. Oba ludobójstwa były wcześniej zaplanowane, miały skrupulatnie przygotowany grunt ideologiczny, trudno znaleźć źródła nienawiści do obu nacji, ze względu na głośną propagandę oba były łatwe do przewidzenia i oba nie doczekały się reakcji ze strony świata. Jeden z morderców mówi: "Wszyscy boimy się umrzeć przed czasem, gdyż w każdej sytuacji pozostajemy ludźmi" ‒ ta książka sprawia, że nie trudno zwątpić w to ostatnie.

4 komentarze:

  1. boję się takich książek, takich tematów, ale chciałabym przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lubię literatury faktu - nie czytam reportaży, biografii i tym podobnych rzeczy,po prostu nie trafia to do mnie, więc spasuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Od dłuższego czasu mam wielką chrapkę na tę książkę, jak i na dwie jej poprzedniczki. Temat ludobójstwa nie jest łatwy, ale nie mogę sobie odpuścić tych lektur.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. To, że Hutu nie mówią o ludobójstwie, z ich indywidualnego punktu widzenia jeszcze tak nie zaskakuje - mordowali konkretnych ludzi. Zdumiewające jest to, że terminu tego jak ognia unikało ONZ mówiąc o "aktach ludobójstwa" bo w przypadku "ludobójstwa" musiałoby wykazać się działaniem a nie tak jak to zrobiło wycofaniem swoich wojsk. Chyba najlepsza z "trylogii" jest "Strategia antylop" przedstawiająca ludobójstwo już z perspektywy upływającego czasu zarówno od strony ocalałych jak i morderców.

    OdpowiedzUsuń