Strona główna

W jednej osobie ‒ John Irving


Bohater i narrator najnowszej książki Johna Irvinga ‒ Billy Abbott opowiada czytelnikowi historię swojego życia. Billy jest pisarzem, na którego twórczości i całym życiu szczególnie zaważyło poznanie bibliotekarki z rodzinnej miejscowości, panny Frost. Wydawca napisał na okładce, że "W jednej osobie" to "ponadczasowa opowieść o ważnym etapie w dziejach kultury amerykańskiej, począwszy od rygorystycznych lat pięćdziesiątych, poprzez dwie dekady rewolucji obyczajowej, tragedię "plagi" AIDS. Aż po czasy współczesne". Notka wyjątkowo trafna, jednak według mnie powieść Irvinga jest  przede wszystkim fascynującą historią o tolerancji i poszukiwaniu własnej tożsamości, a także o wierności samemu sobie bez względu na opinię, nawet najbliższych.

"W jednej osobie" jest też powieścią o inicjacji. Jest to inicjacja o tyle trudna, że dotyczy biseksualnego chłopca dorastającego w purytańskiej Ameryce lat pięćdziesiątych. Miejscem, w którym zostaje niejako zapoczątkowane dorastanie Billy'ego jest biblioteka ‒ i chodzi tu nie tylko o  lektury, które odpowiednio dozowane przez lata wprowadzają bohatera w świat dorosłych, ale też o fascynację transseksualną bibliotekarką panną Frost oraz kolegą ze szkolnej drużyny zapaśniczej, co zaważy na całym życiu Billy'ego. Narrator opowiada o ludziach, dzięki którym zaakceptował swoją seksualność mimo niesprzyjających czasów i o swojej pasji ‒ teatrze. Pod koniec powieści czytelnik może dojść do wniosku, że jest to po prostu opowieść o spełnionym człowieku.

Z jednej strony, rzeczywiście, ta książka jest bardzo amerykańska, ale kiedy ją zamknęłam, pomyślałam, że na pewnym poziomie jest też wyjątkowo uniwersalna. Choć sam autor w wywiadach twierdzi, że nie jest to książka autobiograficzna, a Billy nie jest alter ego pisarza, można znaleźć kilka wspólnych elementów w biografiach Irvinga i bohatera "W jednej osobie", które powtarzają się też w innych powieściach tego autora, są to między innymi zapasy i pobyt w Wiedniu. Uważam jednak, że książka jest na tyle uniwersalna, że nie jest ważne, czy stanowi wyznanie Irvinga jako biseksualisty, czy jest fantazją autora o tym, jak by wyglądało jego życie, gdyby podjął inne decyzje w młodości, czy wreszcie nie ma nic wspólnego z biografią pisarza.

W jakiejś recenzji przeczytałam, że homofob przestanie czytać po kilku stronach ‒ pewnie tak, ale wielka szkoda, bo jestem przekonana, że ta książka spodoba się nawet homofobom i może odrobinę zmieni ich podejście do problemu. Wbrew temu, co można przeczytać w Internecie, Irving nie gorszy, nie epatuje wyuzdaniem, choć pisze o sprawach delikatnych, intymnych, dla wielu  kontrowersyjnych. Autor pisze o homoseksualistach, biseksualistach, transseksualistach, ale w gruncie rzeczy sama seksualność nie jest najważniejszym aspektem tej powieści.

"W jednej osobie" to naprawdę mądra książka, ale też świetnie napisana fabuła, która potrafi zarówno rozśmieszyć, jak i wzruszyć czytelnika ‒ po prostu wciągnąć go bez stosowania tanich sztuczek. Szczerze polecam i sama na pewno sięgnę po inne książki Irvinga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz