Strona główna

Lodowe piekło. Katastrofa na Grenlandii ‒ Mitchell Zuckoff

Znak.com.pl
Pod koniec 1942 roku amerykański samolot transportowy C-53 z pięcioma członkami załogi na pokładzie rozbił się na Grenlandii. Załoga przeżyła katastrofę, nadała sygnał SOS i natychmiast na pomoc rozbitkom ruszył lecący nad Atlantykiem bombowiec B-17. Niestety samolot także się rozbił, a jego dziewięcioosobowa załoga podzieliła los rozbitków z transportowca. Następnie w burzy śnieżnej zaginął kontynuujący akcję ratunkową niewielki samolot amerykańskiej Straży Wybrzeża, zwany Grumman Duckiem. Wydarzenia te stały się początkiem pięciomiesięcznej akcji ratunkowej, w czasie której amerykańskie wojsko drogą lądową, morską i powietrzną walczyło z arktyczną zimą i starało się uratować uwięzionych na pokrywie lodowej żołnierzy. Po siedemdziesięciu latach od tych tragicznych wydarzeń pisarz Mitchell Zuckoff oraz podróżnik i fotograf Lou Sapienza wyruszają na Grenlandię, by odkryć zagadkę Grumman Ducka...

Zuckoff przeplata dwie perspektywy: akcja książki toczy się naprzemiennie w 1942 i 1943 roku ‒ w rozdziałach tych autor opisuje akcję ratunkową na Grenlandii, oraz w latach 2011‒2011, gdy wraz z Lou Sapienzą, przy wsparciu amerykańskiej Straży Wybrzeża, przygotowywał grenlandzką wyprawę, której celem było odnalezienie wraku Kaczki. Między innymi dzięki temu prostemu zabiegowi autorowi udało się ‒ opierając się w stu procentach na faktach ‒ napisać fascynującą książkę. Oczywiście trzeba powiedzieć, że Zuckoff miał doskonały materiał na książkę, gdyż historia zaginięcia załogi Grumman Ducka i pozostałych lotników jest naprawdę nieprawdopodobna. Mimo że raczej nie gustuję w tego typu literaturze, muszę przyznać, że byłam zaskoczona, jak bardzo wciągnęło mnie „Lodowe piekło”. Historia zainteresowała mnie na tyle, że po zakończeniu lektury szperałam w internecie, żeby dowiedzieć się jeszcze więcej o bohaterach książki.

Mitchell Zuckoff, opierając się na wspomnieniach części rozbitków, którzy przeżyli katastrofę i wrócili do domu, oraz na dokumentach z lat czterdziestych, szczegółowo opisuje tych heroicznych pięć miesięcy, gdy żołnierze ‒ przede wszystkim młodzi, dwudziestokilkuletni chłopcy ‒ przebywali na pokrywie lodowej Grenlandii. Autor przedstawia walkę rozbitków z otoczeniem, w którym człowiek właściwie nie ma prawa przetrwać, oraz zagrożenia związane z tak nieprzyjaznym miejscem: przerażające zimno powodujące odmrożenia, a następnie gangrenę, brak bezpiecznego schronienia, otaczające ich ruchome szczeliny lodowe, głód i pragnienie, a także beznadziejne poczucie, że zostaną tam na zawsze. A mimo to rozbitkowie jakoś radzili sobie w tej walce.

Jest w tej historii coś pokrzepiającego, co podnosi na duchu i pozwala wierzyć, że ludzie może nie są tacy źli i obojętni na los innych. W książce przewija się wiele niezwykłych, odważnych, gotowych do poświęceń, byle tylko odnaleźć rozbitków, postaci, które nie wahają się podjąć ryzyko, mimo że szanse na uratowanie pilotów są niewielkie. Jest coś wzruszającego w tym, jak rozbitkowie opiekowali się sobą nawzajem, opatrywali rany i wspierali na duchu. I mimo że wielokrotnie wpadali w czarną rozpacz, niemal pewni, że umrą na tym lodowym pustkowiu, ekipa ratunkowa przez pięć miesięcy nie poddawała się, opracowując coraz to nowe plany uratowania rozbitków. Nic zatem dziwnego, że w obliczu tego bohaterstwa i poświęcenia, znalazły się osoby takie jak Zuckoff i Sapienza, gotowe poświęcić swój czas i pieniądze, byle tylko rozwikłać zagadkę Grumman Ducka. „Lodowe piekło” stanowi podsumowanie ich wyprawy na Grenlandię, ale przede wszystkim hołd oddany bohaterom akcji ratunkowej z przełomu 1942 i 1943 roku.

Mitchell Zuckoff, "Lodowe piekło. Katastrofa na Grenlandii", Wydawnictwo Znak, Kraków 2016, 464 strony

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz