Strona główna

Egipt: haram halal ‒ Piotr Ibrahim Kalwas

Instytutr.pl
Piotr Ibrahim Kalwas, mieszkający w Egipcie Polak, który kilkanaście lat temu przeszedł na islam ‒ dosłownie ‒ wychodzi na ulicę Aleksandrii, by opowiedzieć czytelnikowi o islamie, tradycjach muzułmańskich, o codziennym życiu w Egipcie i o jego mieszkańcach. W zbiorze "Egipt: haram halal" nie ma wielbłądów, plaż Hurghady, tłumów turystów kłębiących się przy piramidach w Dolinie Królów. Są za to tętniące życiem ulice Aleksandrii, pyszne jedzenie i Egipcjanie, którzy opowiadają o swoim niezwykłym egzotycznym świecie.

"Egipt: haram halal" to zbiór reportaży o życiu w Egipcie, o kulturze i tradycjach islamskich. Kalwas pisze o sprawach niezwykle istotnych z punktu widzenia nie tylko Egipcjanina czy obcokrajowca mieszkającego w Aleksandrii, ale ogólnie z perspektywy ludzkiej. Wydarzenia, które opisuje, m.in. rewolucje i przewroty w państwach islamskich z ostatnich lat, mają wpływ na cały świat. Ważne miejsce w tekstach Kalwasa zajmuje demokracja i spojrzenie na ten ustrój społeczny z punktu widzenia Europejczyka i Egipcjanina, a także tradycja, która w zbiorze "Egipt: haram halal" jawi się raczej jako hamulec przemian społecznych niż wartość godna pielęgnowania. Tradycjonalizm w świecie islamskim prowadzi do łamania praw człowieka, całkowitego odbierania kobietom prawa do samostanowienia, a nierzadko nawet do śmierci.

Przeczytałam w internecie, że w poprzednich książkach Kalwas rozlicza się z cywilizacją i kulturą Zachodu, także z katolicyzmem, i szczerze mówiąc, przez chwilkę obawiałam się mało obiektywnych peanów islamskiego konwertyty, dowodzącego wyższości kultury muzułmańskiej nad chrześcijańską. Jakże miło się rozczarowałam! "Egipt: haram halal" to książka, której autor krytycznie podchodzi właśnie do islamu i kultury arabskiej, ale jest to mądra krytyka człowieka, który kocha i docenia tamten świat, zdaje sobie sprawę z jego wartości, chce go nam pokazać i opisać, nie zamierza jednak robić tego fałszywie, nieobiektywnie. Mimo że przeszedł na islam i uwielbia Egipt, Kalwas pisze z perspektywy Europejczyka. Jego zachodnie pochodzenie pozwala mu zachować dystans i trzeźwy osąd w zderzeniu z tamtejszą kulturą i religią.

Chyba najbardziej fascynującym wątkiem zbioru Kalwasa jest stosunek Egipcjan do kultury zachodniej, która miesza się w Egipcie w wielkim tyglu tradycji i zasad religijnych najczęściej nieakceptowalnych z perspektywy Europejczyka. Wynikiem tej kotłowaniny jest dziwaczna mieszanka pragnień o nowoczesnej demokracji ‒ której większość Egipcjan zupełnie nie rozumie ‒ ze ślepym, wręcz nierozumnym kierowaniem się restrykcyjnymi zasadami religijnymi, co tak naprawdę wynika z nieumiejętności czy strachu przed samodzielnym myśleniem, z obawy przed popełnieniem bluźnierstwa. Kalwas na każdym kroku wytyka to swoim egipskim rozmówcom. Swoją drogą jego rozmowy z mieszkańcami Aleksandrii, sklepikarzami, właścicielami restauracji i egipskimi przyjaciółmi są doprawdy fascynujące. Wyjątkowe są szczególnie filozofujące rozmowy z egipskim intelektualistą ‒ profesorem A.

Swoje reportaże z Egiptu Kalwas bogato okrasza opisem tradycji i obyczajów, które dla Europejczyka często są trudne do pojęcia, także tych najbardziej dramatycznych i kontrowersyjnych, jak obrzezanie kobiet, kara śmierci przez ukamienowanie czy okrucieństwo kobiet wobec swoich córek i wnuczek. Egipt w zbiorze Ibrahima Kalwasa jawi się jako kraj ogromnych kontrastów: młode kobiety pod hidżabem i burką noszą ostry makijaż i obcisłe "europejskie" ubrania; mężczyźni, którym zależy na tym, by ożenić się z obrzezaną dziewicą, regularnie odwiedzają burdele, przemysł pornograficzny kwitnie, a za zdradę kobiet karze się ukamienowaniem; dzieciom zasłania się oczy przed telewizorem na scenach pocałunków, lecz nikt nie widzi niczego zdrożnego, gdy oglądają choćby najkrwawsze filmy. W obyczajowości muzułmańskiej autor dostrzega obsesję seksualności i kobiecego ciała, które ‒ nieosiągalne (przynajmniej przed ślubem), zabronione ‒ postrzegane jest jako zagrożenie, dlatego trzeba je zakryć lub zniszczyć.

Kalwas bezlitośnie obnaża to zakłamanie, obłudę i totalny brak logiki. Jednak mimo tych wszystkich gorzkich aspektów życia w świecie muzułmańskim po przeczytaniu reportaży Kalwasa poczułam wielką ochotę, by zobaczyć Bibliotekę Aleksandryjską, poczuć na twarzy pył i podmuch gorącego powietrza znad Sahary i spróbować tego pysznego jedzenia. "Egipt: haram halal" to taka książka, która na chwilę przenosi na afrykańskie wybrzeże Morza Śródziemnego nawet w środku północnoeuropejskiej zimy.

Piotr Ibrahim Kalwas, "Egipt: haram halal", Dowody na Istnienie, Warszawa 2015, 224 strony

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz