Strona główna

Praca redaktora wydawniczego


What's the matter?
Na czym w ogóle polega praca redaktora w wydawnictwie książkowym? Redaktor to osoba zajmująca się opracowaniem tekstu, który w przyszłości (zwykle po kilku miesiącach) zostanie opublikowany przez oficynę wydawniczą w formie książki. To opracowanie obejmuje poprawienie tekstu pod względem kompozycyjnym (wyrzucamy całe fragmenty, jeśli nie pasują lub są słabsze od reszty książki, albo podpowiadamy autorowi, co powinien dopisać), stylistycznym, ortograficznym, interpunkcyjnym itd. Redaktor decyduje także o wyborze i układzie ilustracji w książce, powinien też sprawdzić tekst po kątem merytorycznym, co znaczy, że musi znać się trochę na rzeczy, którą czyta, by zwrócić autorowi uwagę na ewentualne błędy rzeczowe.

Oczywiście redaktor pracuje na komputerze. Tekst, który dostał od autora, otwiera w edytorze tekstu (najpopularniejszym jest program Microsoft Word). Zwykle pracuje się w tzw. trybie śledzenia czy rejestracji zmian, który pozwala autorowi kontrolować poprawki zaproponowane przez redaktora (zob. il. poniżej). Poprawki redaktora i autora (jeśli ten ma uwagi) zapisane są innymi kolorami, dzięki czemu także redaktor może skontrolować i poprawić dopiski autora.

Redaktor czy korektor?
Gdy redaktor zakończy swoją pracę, tekst (w wersji elektronicznej i/lub na wydruku) dostaje korektor, który czyta go i poprawia błędy niewyłapane przez redaktora. Najczęściej są to drobne błędy: literówki, błędy interpunkcyjne i składu (np. spójniki i, w, o wiszące na końcu wiersza). Korektor poprawia je w Wordzie, śledząc zmiany, lub czyta na wydruku i wstawia poprawki za pomocą tzw. znaków korektorskich (zob. il. poniżej). Im lepiej swoją pracę wykonana redaktor, tym mniej napracuje się korektor.

Etapy prac nad książką
Cały proces wydawniczy jest odrobinę bardziej skomplikowany, ale w wielkim uproszczeniu: gdy redaktor zakończy swoją pracę, korektor dostaje tekst do pierwszej korekty (zwykle w Wordzie). W czasie ich pracy powstaje projekt wydawniczy książki, który definiuje format, układ tekstu i ilustracji, a także szczegóły: font, jakim złożona zostanie publikacja (czyli krój pisma, potocznie nazywany czcionką), stopień pisma, nagłówki itd.

Od korektora tekst trafia do składacza/operatora DTP, który ‒ upraszczając ‒ "wlewa" tekst do programu do składu tekstu (najczęściej jest to Adobe InDesign) i odpowiednio go "formatuje" (zob. il. poniżej). Na tym etapie publikacja wewnętrzną formą zaczyna przypominać książkę. Złożoną książkę kolejny raz dostaje korektor (ten sam lub inny), który tym razem robi korektę na wydruku, nazywaną korektą poskładową. Gdzieś po drodze grafik projektuje okładkę i strony tytułowe, a nad całym procesem czuwa redaktor prowadzący (choć niestety często zrzuca się to na redaktora tej konkretnej książki)*.

Study, study...
Jakie wykształcenie trzeba mieć, żeby zostać redaktorem? Teoretycznie można nie mieć żadnego. W zasadzie wszystko zależy od tego, jakie książki poprawiacie. Potrafię sobie wyobrazić redaktora poprawiającego beletrystykę albo książki popularnonaukowe, który nie skończył studiów filologicznych. Na pewno musi doskonale znać poprawną polszczyznę lub język obcy, w jakim napisana została przyszła publikacja, ale to wcale nie znaczy, że trzeba być chodzącym słownikiem. Nie ma takich ludzi. Od tego mamy słowniki, poradniki językowe i inne wydawnictwa poprawnościowe, a w dobie internetu także wiarygodne i rzetelne serwisy o poprawności językowej, żeby do nich zaglądać. Najgorszym, co może przydarzyć się redaktorowi, jest przeświadczenie, że już wszystko wie. Oczywiście z czasem wie się coraz więcej i coraz rzadziej trzeba zaglądać do słowników...

Co kto poprawia?
...jednak ‒ w nawiązaniu do kwestii studiów ‒ nie wyobrażam sobie redaktora poprawiającego książki naukowe z zakresu humanistyki, który nie jest filologiem. Redaktor po prostu musi wiedzieć, co czyta, i rozumieć tekst na tyle, żeby przypadkiem nie wprowadzić błędnych poprawek merytorycznych. Dlatego właśnie nigdy nikt nie da mi do poprawienia książki z fizyki kwantowej. Studia filologiczne ze specjalizacją edytorską to nie tylko zajęcia językoznawcze, ale także kurs filozofii, pięć lat historii literatury, zajęcia edytorskie (typografia!), historia języka polskiego, gramatyka staro-cerkiewno-słowiańska (brrr, koszmar!), zajęcia informatyczne (przynajmniej wstępny kontakt z programami do składu tekstu i z graficznymi) itd.

Najnudniejszy zawód świata?
Redaktor? Korektor? A, to taki poprawiacz literówek?! Wielu ludziom wydaje się, że redaktor to osoba, która zajmuje się jedynie poprawianiem błędów ortograficznych i interpunkcyjnych, co rzeczywiście można postrzegać jako dość nudne zajęcie. Są też tacy, którzy dziwią się, że taki zawód w ogóle istnieje. Przecież autor to autor, zajmuje się pisaniem, więc nie trzeba już po nim poprawiać. W świecie idealnym pewnie by tak było. W realu ani autor nie jest alfą i omegą, ani praca redaktora ‒ co starałam się pokazać powyżej ‒ nie polega na poprawianiu przecinków. Choć nie przeczę, że trzeba mieć przy tym anielską cierpliwość (ja nie mam do ludzi, ale mam do tekstów) i bardzo lubić czytać książki.

I kto tu jest autorem?
Zdarza się, że redaktor dostaje do opracowania książkę, która w zasadzie nadaje się jedynie do tego, żeby wcisnąć ctl+x, po czym napisać ją od nowa. Zadaniem redaktora, który jako pierwszy czyta książkę, jest wskazanie autorowi dobrego kierunku pracy. Teoretycznie autor powinien odnieść się do ogólnych wskazówek redaktora i poprawić książkę, dopiero wówczas redaktor zabiera się za wprowadzanie konkretnych poprawek. W praktyce wygląda to tak, że czasami myślę, iż moje nazwisko powinno pojawić się na karcie tytułowej, a nie na redakcyjnej.

Etacik? Niekoniecznie...
Obserwowane z roku na rok spadki nakładów i mniejsza sprzedaż książek powodują, że wydawnictwa tną koszty, a co za tym idzie ‒ etaty. Niestety są to stałe posady osób, które pracują bezpośrednio z tekstem czy ilustracją, czyli redaktorów, korektorów, składaczy, grafików. Wydawcy wolą zagwarantować etat pracownikom, których działania bezpośrednio przekładają się na wysokość sprzedaży: specjalistom ds. sprzedaży, PR-owcom itd. Redaktorom i korektorom często proponuje się umowę cywilnoprawną, czyli śmieciówkę bez składek emerytalnych. Nie byłoby tak tragicznie, gdyby stawki za arkusz wydawniczy poprawianego tekstu rosły. Niestety, rzeczywistość jest, jaka jest. Wielu redaktorów jedynie dorabia sobie redakcją i korektą, natomiast pracują na etatach w innych zawodach, a nawet w innych branżach. Niestety często odbija się to na jakości publikacji.

Czy warto w to wchodzić?
Warto, jeśli nie wyobrażacie sobie życia bez czytania książek, macie cierpliwość do takiej mozolnej pracy i nie boli was spędzanie kilku godzin dziennie przed ekranem komputera. Natomiast sama redakcja i korekta na dłuższą metę nie wystarczy. Rynek wymaga od nas, żebyśmy się rozwijali, stawali się multizadaniowi, opanowywali nowe umiejętności, może to być np. skład tekstu czy obrabianie grafiki. Ewentualnie zawsze można szukać pracy w innej branży i jedynie dorabiać redakcją i korektą.

***
* Świadomie pominęłam jeden z etapów prac wydawniczych nazywany "adiustacją". Niektóre wydawnictwa współcześnie w ogóle nie wprowadzają różnicy pomiędzy adiustacją i redakcją, bo zlecają obie czynności jednej osobie ‒ redaktorowi. Zainteresowanych niuansami zawodu redaktora zapraszam do lektury mojego artykułu "Redakcyjne działania na tekście (na przykładzie książki naukowej)", opublikowanego w tomie "Działania na tekście. Przekład ‒ Redagowanie ‒ Ilustrowanie", red. M. Nowosad-Bakalarczyk, S. Niebrzegowska-Bartmińska, T. Piekot, Lublin 2015. Tekst udostępniłam w serwisie Academia.edu.


Poprawki wprowadzone przez redaktora w trybie śledzenia zmian w Wordzie



Znaki korektorskie
 

Skład tekstu w programie InDesign. Źródło: Typografia.info

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz